piątek, 15 czerwca 2012

Podróż do Norwegii: Dzień 8


Dzień 8


2.06.2012 r.



                            Andrzej przed wyjazdem udziela wskazówek, jak 
                            gestem oczarować głuchonieme kobiety. 
                            Na zdjęciu gest: "wpadłaś mi w oko".
                            mniej więcej takimi miały nas widzieć boskie Norweżki
                            na planowanym, wieczornym clubbingu w Sandefjord

     Budzi mnie rozmowa telefoniczna, dobiegająca do moich uszu z sąsiedniego namiotu. To Pan Zbigniew proponuje pracę dwóm osobom – Andrzejowi i Pawłowi. Mają wracać do Drammen i tam mieszkać w przyczepie swojego pracodawcy. Że też nie mamy norweskich numerów, wtedy zadzwoniłby do nas – myślimy z Maksem.
Po odprowadzeniu Andrzeja i Pawła na autobus, zostajemy z Maksem sami. Po jego śniadaniu, a moim prysznicu (w zlewie), idziemy pływać pontonem po Morzu Północnym. Postanawiamy na stałe przełączyć się na tryb turysty, bo uczucie ciągłego poszukiwania pracy po domach pogarsza nasze samopoczucie. Jedynym odstępstwem od rozkoszowania się wakacjami jest zbieranie butelek. 

                                 rozgwiazda w towarzystwie białych plam

                      choć trudno w to uwierzyć, trzymanym przeze mnie przedmiotem
                      nie jest kij z kawałkiem styropianu, a wiosło, które zaprowadziło 
                      nas z lądu (w tle) na miniaturową wysepkę (na pierwszym planie)

Po obiedzie w naszych głowach rodzi się plan, jaki rodzi się w głowach większości młodych turystów. Postanawiamy wyjść wieczorem na miasto i poznać miłe dziewczyny. W rynku, oddalonym od naszego kampingu o 4,5 kilometra, doliczamy się maksymalnie 12 osób znajdujących się jednocześnie w zasięgu naszego wzroku. Naszą ostatnią deską ratunku stają się odgłosy imprezy, dochodzące z jednego z mieszkań na rynku. Gdy w oknie mieszkania pojawia się urocza blondynka, ruszamy w tamtym kierunku. Zachęceni uśmiechem, podchodzimy bliżej, a Max pozwala sobie nawet na machanie do naszej Nadziei. Niestety, pomimo odpowiedzi podobnym gestem, Pani nie zaprasza nas do Królestwa Rozkoszy. 

 Kolacja na kampingu ma dziś smak porażki.
                             "gdyby tylko zobaczyła mój wielki namiot" - wzdycha
                           w kampingowej kuchni Maks, analizując nieudany podryw.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz