Dzień 5
30.05.2012 r.
Pan Zbigniew, do
którego kontakt otrzymaliśmy od Piotrka, znajomego Kari, zaprosza nas do
swojego biura pośrednictwa pracy. Mówi,
że chociaż nie mamy żadnych specjalizacji, zadzwoni. Z pewnością.
Wobec pogłębiającego się uczucia beznadziei, postanawiamy
się przeprowadzić. Myślimy o dwóch miastach: Sandefjord i Tønsberg.
Siedząc w ogródku McDonalda i korzystając z darmowego
Internetu dla klientów, jesteśmy kuszeni zapachami z wewnątrz restauracji.
Każdy ma ochotę na cheeseburgera, ale każdy wie, że nas na niego nie stać.
W
tym momencie ostatnia podwyżka produktów ze
„strefy dobrych cen” w restauracjach McDonalds w Polsce nie robi na nas
żadnego wrażenia.
Chłopaki, oprócz wyjazdu z Drammen, coraz poważniej myślą o
powrocie do Polski. Choć początkowo staram się o tym nie myśleć, pomysł ten
coraz częściej pojawia się w mojej głowie.
5 dni i juz chcecie wracac? :d
OdpowiedzUsuńhah, a ja we Wrocku mam dwie prace obecnie. Tyram jak pojebany, ale do konca czerwca bede miał 2 tys :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia w Norwegii!
@Anonimie - to cwaniackie pytanie :D. Bo nie wiem czy wiesz, ale DZIŚ jesteśmy już we Wrocławiu, więc relacja jest swego rodzaju wspomnieniem, ale dalsze dni relacji odpowiedzą Ci na pytanie, po ilu dniach wróciliśmy (i w ogóle, czy wróciliśmy razem). Mogę Ci tylko powiedzieć, że plan spędzenia miesiąca w Norwegii się nie powiódł... Ile wytrzymaliśmy? Z każdym dniem będziesz wiedział więcej.
OdpowiedzUsuń@Bąku - zazdroszcze! Oczywiście, przy założeniu, że Twoja godzinowa stawka jest nie mniejsza niż 75 złotych za godzinę :D. Bo taką stawkę miałem w Norwegii za 'cutting the grass' i obiecałem sobie, że na wakacje niżej nie schodzę ; )